czwartek, 5 stycznia 2017

Chiromancja
(Jeremiady)

Od czasu, gdy myśl Boga dotknęła mych dłoni
i potrafię nimi chwytać  powietrze i  ziemię,
zrozumiałem, że w nich ukryta jest także moja
przyszłość.

„Widzisz te linie, pierścienie i wzgórza?
Możesz nauczyć się ich
i wiedzieć, co każda oznacza.
Wszystkie są ważne
i żyć bez nich nie można.
Najważniejsza jest jednak linia życia,
która mówi o tym, że…
umrzesz.

To jest linia prawdy”.


wtorek, 3 stycznia 2017

Czy jesteście ciekawi, co przydarzyło mi się w wigilijny wieczór?
Jeśli tak, to posłuchajcie:

Eulogia, czyli jeż szantażysta

Mimo że żadna z Ewangelii tego nie potwierdza, według tradycji chrześcijańskiej przy narodzeniu Jezusa w stajni betlejemskiej obecne były zwierzęta: osioł, wół i owce. Może właśnie dlatego po wieczerzy wigilijnej gospodarz zanosi do obory kolorowy opłatek, aby się nim podzielić z bydłem i w ten sposób je wyróżnić.
Są też tacy, którzy utrzymują, że w tę noc zwierzęta mówią ludzkim głosem. Osioł, wół, owca – to rozumiem, ale jeż?
A właśnie to zwierzę spotkałem w zatłoczonym pociągu relacji Wrocław-Kępno, którym w ostatnią wigilię jechałem do rodzinnego domu, aby uczestniczyć w tradycyjnej wieczerzy.
Jeż siedział po drugiej stronie przedziału i wpatrywał się we mnie swoimi malutkimi, czarnymi oczkami, raz po raz wydając z siebie złowrogie pomruki. W pewnej chwili odsłonił swoje krótkie, białe, ostre zęby, dając do zrozumienia, że jest gotowy ich użyć, jeśli zaistnieje taka potrzeba.
Aby go nie prowokować, starałem się nie patrzeć w jego kierunku, co nie było łatwe, bo jak wspominałem: zajmował miejsce vis-à-vis mojego i, chcąc nie chcąc, mój wzrok raz po raz spoczywał na jego kolczastym futrze, blisko osadzonych oczach i czarnym, przypominającym guzik nosie.
Tuż przed stacją, na której miałem wysiąść, jeż pochylił się w moim kierunku i szepnął protekcjonalnie:
– Chyba musimy porozmawiać. Odprowadzę pana do domu. – I nie czekając na odpowiedź, zaczął wdrapywać się do mojej torby podróżnej.
– To chyba jakieś nieporozumienie. Ja pana nie znam. Poza tym spieszę się na wigilię – próbowałem się bronić.
– Wystarczy, że ja pana znam – odpowiedział, moszcząc sobie gniazdo na moim nowo zakupionym swetrze z niebieskiego kaszmiru.
„No trudno” – pomyślałem – „skoro «musimy»?... Poza tym, to przecież wigilia, więc nie wypada wyrzucać przygodnego gościa, nawet jeśli jest nim gadający jeż”.
Po wyjściu z dworca udałem się w kierunku postoju taksówek.
– To nie będzie konieczne – usłyszałem głos dobywający się z mojej torby. – Lepiej przejdźmy się. Tak mało ostatnio bywam na świeżym powietrzu.
Kiedy weszliśmy na alejkę prowadzącą do miasta, jeż zaczął:
– Sprawa jest prosta. Albo odda mi pan wstęgę Möbiusa i zniknę z pana życia, albo będę musiał zmienić rezerwację kwatery cmentarnej na drugą stronę ulicy Kaliskiej, na którą słońce zagląda bardzo rzadko. A przecież chodzi o wieczność…
– Ale ja nie mam żadnej wstęgi Möbiusa – zacząłem się tłumaczyć. – Nigdy jej nie miałem, nie widziałem i nawet nie wiem, co to takiego.
Jeż chwilę milczał, jakby zastanawiając się nad czymś głęboko, po czym powiedział:

– A, prawda. To przecież dopiero dzisiaj dostanie ją pan w prezencie. Zapomniałem, że was, ludzi, wciąż obowiązują prawa czasu. Wobec tego proszę wypuścić mnie tutaj, koło tego kasztanowca. Życzę miłej wigilii. Spotkamy się ponownie po nowym roku, ale  proszę przynieść ze sobą wstęgę Möbiusa. Mam też nadzieję, że nie zapomni pan eulogii z waszego wigilijnego stołu. Bardzo lubię kolorowe opłatki – powiedział, zagrzebując się w kopcu kasztanowych liści.


niedziela, 1 stycznia 2017

Postanowienia noworoczne          

Spakować:
kilka mądrych myśli wyuczonych na pamięć,
nieco przyjemnych wspomnień
i dwa dobre uczynki, które można spróbować wymienić choćby na najmniejszą monetę wieczności.

Zostawić:                                                                                                                                       
mój brudny cień,
kilka wierszy zapisanych w zeszycie,
kilka przyjemnych wspomnień,
dwa dobre uczynki, które okazały się jednak złymi,
i jedną miłość, o którą dbałem zbyt mało, bo była niepełnosprawna.


sobota, 31 grudnia 2016

Wszystkim przyjaciołom i znajomym życzę, aby w nowym roku potrafili cieszyć się Darem Czasu - Łaską Czasu.
Ile możemy dobrego zrobić w ciągu 365 dni,
bo tak długo obraca się Ziemia dookoła Słońca w ciągu roku.
Byle tylko nie obracać się wyłącznie wokół samego siebie.
Czas jest wielkim naszym skarbem.
Mówią nawet, że czas to miłość.

Do siego roku.

https://www.youtube.com/watch?v=yCnlaBJRKcE


piątek, 30 grudnia 2016

Horoskop na 2017 rok

Rok Ognistego Koguta
będzie dobry dla Baranów,
bowiem każdy rok jest dla nich dobry.
Większość czasu będziecie się byczyć
i baranim wzrokiem spoglądać w przyszłość.

Gorzej z Bliźniętami.
Trzymajcie się z daleka od Raka,
bo to może się skończyć poważną chorobę
lub nawet śmiercią.

Panny. W tym roku omijajcie ZOO
i przestańcie bywać na salonach.
Lew jest bowiem dzikim i groźnym zwierzęciem.
Lepiej zatroszczcie się o Wagę.

Strzelcy uważajcie na Skorpiony,
bo przy spotkaniu z nimi
wasze strzelby na niewiele się zdadzą.

Dla Ryb to będzie dobry rok.
Z Wodnikiem, który na Was czeka
poczujecie się jak ryba w wodzie.
               
Tylko Koziorożec pozostanie sam,
rozmyślając cały rok nad tym kim jest –
kozą, czy też wołem?







czwartek, 29 grudnia 2016

Poker

Była godzina pierwsza w nocy. Do drzwi zadzwonił dzwonek. Zaintrygowany podszedłem i spojrzałem przez wizjer. W korytarzu, przed moimi drzwiami, stała dziwna postać, otulona lekkim, muślinowym szalem, przez który można było dostrzec zarys kobiecego ciała.
W rękach trzymała błękitną talię kart.
– Zagrasz ze mną? – zapytała przez drzwi i przetasowała talię, tak jak to robią wytrawni gracze. Jej błękitno-wodniste oczy uśmiechały się kusząco.
– W co chciałabyś ze mną zagrać? – spytałem zachęcony.
– Proponuję jedno rozdanie pokera w stylu teksańskim – odpowiedziała.
– Co będzie w puli? – dopytywałem się.
– Twoje życie – odpowiedziała beznamiętnie.
„A może by tak spróbować?” – myślałem gorączkowo. Przed moimi oczami zaczęły przepływać obrazy niezmąconej chorobą, szczęśliwej przyszłości, w które wtulałem się z rozkoszą. W tej samej chwili usłyszałem głos, nie wiem – rozsądku czy anioła stróża:
– Przecież ty nie umiesz grać w karty.
Zawstydzony swoją naiwnością i tym, że tak łatwo dałem się zwieść, opuściłem zasłonkę „judasza”. W milczeniu zgasiłem światło i udając, że nikogo nie ma w domu, poszedłem do sypialni i położyłem się spać.

Budzik na stoliku nocnym wskazywał godzinę 5:15 rano.


środa, 28 grudnia 2016

Stara Miłość II

W Gdańsku, przy wyjściu z plaży nr 57, stała kobieta. Ubrana była w długą, szarą, płócienną sukienkę. Nieuczesane włosy spływały jej luźno na ramiona. W prawej ręce trzymała plik niebieskich kopert przewiązanych czerwoną wstążką, w lewej – tomik poezji Haliny Poświatowskiej. W nim ukryła zasuszoną stokrotką. Od czasu do czasu otwierała książkę, wyjmowała uschnięty kwiat i ostentacyjnie wąchała go, rozglądając się wokoło, jakby chciała przekazać komuś tajemny znak.
Ludzie wychodzący z plaży siadali obok niej na murku, otrzepując ze stóp piach przed włożeniem sandałów. Czasami przystawali i patrzyli jej prosto w oczy, próbując sobie coś przypomnieć. Trwało to z reguły kilka lub kilkanaście sekund, po czym odwracali wzrok, kręcili głowami i odchodzili bez słowa, spiesząc się wyraźnie do domów na obiad, bo zbliżała się godzina piętnasta. Za każdym razem, gdy odchodził kolejny plażowicz, kobieta wyjmowała z pliku kopertę i, nie otwierając jej, ostentacyjnie wyrzucała do stojącego w pobliżu kosza na śmieci.
Usiadłem na murku i zacząłem się jej przyglądać z ciekawością. Chwilami kobieta wydawała mi się znajoma, jakbym spotkał ją kiedyś, dawno temu. Patrząc na spakowane listy i tomik poezji, przypomniałem sobie słowa wiersza, który kiedyś znałem na pamięć:

często myślę o tobie 
często piszę do ciebie 
głupie listy w nich miłość i uśmiech 
potem w piecu je chowam 
płomień skacze po słowach 
nim spokojnie w popiele nie uśnie

Na chwilę przymknąłem oczy i uwolniłem myśli, które powędrowały w przeszłość, bo tylko one, nieograniczone prawami czasu, są w stanie to uczynić.
Powróciły szybko, przynosząc ze sobą obrazy: morze, plaża, słońce, piękna młoda dziewczyna, spacery, poezja, wspólne plany, później kolejne spotkania i kolejne rozstania… Szum morza sprzyja wspomnieniom.
Z zadumy wyrwał mnie jej głos:
Chcesz porozmawiać?
Czy my się znamy? Kim pani jest? zapytałem.
Jestem Starą Miłością – odpowiedziała.
Moją starą miłością?dopytywałem.

Nie, nie tylko twoją. Po prostu Starą Miłością. Czekam tutaj, aby mnie poznano. Wiesz, że wbrew temu, co się mówi, wszystko się może zdarzyć raz jeszcze. Może trudno w to uwierzyć, ale nawet ja mogę wrócić. Trzeba tylko chcieć, tylko przystanąć, porozmawiać, przypomnieć sobie, ale… o tej porze ludzie są głodni. Popatrz – wskazała na słońce – już prawie piętnasta.